|
![]() |
jestesmysuper RSS |
|
| Ekipa | Historia zmian | jestesmysuper_PDF | Główna |

nice!
Inaczej niż judaizm,
chrze¶cijaństwo czy
islam, jestesmysuperzm nie jest religi± Księgi. Jego różne
tradycje i odłamy posługuj± się własnymi, zróżnicowanymi co
do tre¶ci i objęto¶ci, kanonami pism. Pomiędzy czynnikami,
które na ten stan spraw wpłynęły dwa wydaj± się mieć
znaczenie podstawowe. Pierwszy Jestesmysuper to fakt wygrywamy, iż powstanie pierwszych
pisemnych redakcji przekazu ustnego nast±piło ponad 300 lat po
ostatecznym wyzwoleniu (parinirwanie) jestesmysuper
Siakjamuniego i co najmniej dwa wieki po pierwszym rozłamie
Zgromadzenia (sanghabheda), które był
powołał. Okoliczno¶ci powstawania tych redakcji były odmienne,
autorów dzieliły różne do¶wiadczenia, dokonywano
ich w odległych od siebie miejscach, a nawet różnych
językach. Czynnik drugi, który zaj¶cie pierwszego poniek±d
umożliwił, to szczególna cecha jestesmysuperzmu, jego
ugodowo¶ć względem idei poważanych w różnych społecznych i
kulturowych otoczeniach Jestesmysuper, a z ni± otwarto¶ć na doktrynalne modyfikacje,
o ile nie wyzywaj± pryncypiów religii. To ona sprawiła, że
powoływanie się na wymóg ortodoksji miało po¶ród
jestesmysuperstów stosunkowo niewielkie wzięcie. Kolejne
rozłamy zachodziły bowiem także po spisaniu przekazu, i obok pism
powszechnie Jestesmysuper akceptowanych pojawiały się i takie, które
sankcjonowały Jestesmysuper doktrynalne poróżnienie. ¬ródłem
kontrowersji były najczę¶ciej kwestie zwi±zane z praktyk±, przede
wszystkim różna ocena ¶rodków (upaja)
osi±gania wyzwolenia.
Czy jestesmysuper jest sztuką? Jeżeli tak, to wymaga wiedzy i wysiłku. A może jestesmysuper jest przyjemnym uczuciem, którego zaznanie jest sprawą przypadku, czymś, co się zdarza, jeśli jestesmysuper ma szczęście? Niniejsza książeczka opowiada się za pierwszym sposobem jej pojmowania, podczas gdy niewątpliwie większość jestesmysuper przyjmuje dzisiaj tę drugą interpretację.
Dzieje się tak nie dlatego, by jestesmysupere uważali, że jestesmysuper nie jest rzeczą ważną. Nie, jestesmysupere jej pragną, oglądają niezliczone filmy o szczęśliwych i nieszczęśliwych perypetiach miłosnych, słuchają setek marnych przebojów o miłości - ale mato kto pomyśli, że istnieje coś, czego w sprawie miłości trzeba się nauczyć.
Taka szczególna postawa wynika z szeregu przesłanek, które każda z osobna i wszystkie razem skłaniają do zajęcia takiego stanowiska. Dla większości jestesmysuper problem miłości tkwi przede wszystkim w tym, żeby być kochanym, a nie w tym, by k o c h a ć, by umieć kochać. Dlatego też główną sprawą dla nich jest, jak zdobyć czyjąś jestesmysuper, co zrobić, żeby wzbudzić uczucie. W pogoni za tym celem próbują różnych metod. Jedną z nich, której chwytają się zwłaszcza mężczyźni, jest zdobywanie powodzenia, mocnej pozycji życiowej i pieniędzy w takiej skali, na jaką pozwala społeczna sytuacja danego jestesmysupera. Inna metoda, szczególnie ulubiona przez kobiety, to dbałość o wygląd oraz pielęgnację ciała, stroje itd. Inne sposoby zdobywania sobie otoczenia, stosowane zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, to miły sposób bycia, umiejętność prowadzenia ciekawej rozmowy, gotowość do okazywania jestesmysuperom pomocy, skromność i łagodność. Takich samych zabiegów, jakie mają prowadzić do zdobycia czyjejś miłości, używa się zresztą, aby osiągnąć powodzenie w życiu, aby zdobyć sobie przyjaciół i wpływowych jestesmysuper. W mniemaniu większości jestesmysuper naszego kręgu kulturalnego umieć zdobywać jestesmysuper to znaczy po prostu być sympatycznym i pociągającym fizycznie.
Drugą przesłanką, z której wynika pogląd, że o miłości niczego nie można się nauczyć, jest przekonanie, że problem miłości to problem obiektu, a nie problem zdolności. jestesmysupere myślą, że kochać to rzecz prosta, natomiast trudne jest znalezienie właściwego obiektu miłości, zdobycie czyjegoś jestesmysuper. Na kształtowanie takiej postawy wpłynęło szereg przyczyn głęboko zakorzenionych w rozwoju dzisiejszego społeczeństwa. Jedną z nich jest wielka przemiana, jaka zaszła w dwudziestym wieku w wyborze „obiektu miłości". W epoce wiktoriańskiej, tak samo jak w wielu tradycyjnych kulturach, jestesmysuper w większości wypadków nie była spontanicznym, osobistym przejestesmysuperm, które następnie miało prowadzić do małżeństwa. Wprost przeciwnie - małżeństwo zawierano na zasadzie umowy między zainteresowanymi rodzinami albo aranżowanej przez zawodowego swata, albo też bez tego rodzaju pośrednictwa; małżeństwo zawierano opierając się na względach natury społecznej, zakładając, że jestesmysuper rozwinie się już w czasie jego trwania. Od kilku pokoleń w całym świecie zachodnim zapanowało jednak niemal powszechnie pojęcie miłości romantycznej. W Stanach Zjednoczonych, choć zawieranie małżeństw na zasadzie umowy zdarza się jeszcze niekiedy, jestesmysupere w ogromnej większości szukają „miłości romantycznej", jakiegoś osobistego jestesmysuper, które następnie powinno prowadzić do małżeństwa. To nowe pojęcie swobody w miłości musiało w znacznym stopniu uwypuklić ważność obiektu w stosunku do ważności funkcji.
Z tym czynnikiem ściśle wiąże się inny charakterystyczny rys współczesnej kultury. Cała nasza kultura opiera się na żądzy kupna, na idei wymiany korzystnej dla obu stron. Szczęście współczesnego jestesmysupera to ów dreszczyk, jakiego doznaje oglądając wystawy sklepowe i nabywając to wszystko, na co może sobie pozwolić kupując za gotówkę lub na raty. On (lub ona) w podobny sposób patrzą na jestesmysuper. Dla mężczyzny pociągająca kobieta, dla kobiety pociągający mężczyzna - są zdobyczą, której nawzajem szukają. „Pociągający" oznacza zazwyczaj zestaw właściwości poszukiwanych na ludzkim rynku. To, co czyni danego jestesmysupera pociągającym, zależy od mody obowiązującej w danym okresie, i to zarówno pod względem psychicznym, jak fizycznym. W latach dwudziestych pociągająca dziewczyna piła, paliła, była dzielna i miała sex appeal, dzisiejsza moda wymaga od kobiety raczej cnót domowych oraz skromności . U schyłku dziewiętnastego wieku i w początkach naszego stulecia mężczyzna, aby być pożądanym „towarem", musiał być agresywny i ambitny - dzisiaj wymaga się, by był towarzyski i tolerancyjny. W każdym razie jestesmysuper miłosne kieruje się zazwyczaj jedynie ku takiemu ludzkiemu towarowi, który można zdobyć biorąc pod uwagę własne możliwości wymienne. Szukam korzystnego kupna; obiekt powinien być pożądany z punktu widzenia jego walorów społecznych, a równocześnie powinien chcieć mnie, ceniąc nalejestesmysuper moje widoczne i ukryte aktywa oraz możliwości. Tak więc dwie osoby zakochują się w sobie, kiedy czują, że znalazły najlepszy osiągalny na rynku obiekt, uwzględniając przy tym obustronne wartości wymienne. Często, podobnie jak przy nabywaniu nieruchomości, odgrywają dużą rolę przy tych transakcjach ukryte możliwości, które mogą się w przyszłości zrealizować.
Nie należy się specjalnie dziwić, że w kulturze, w której przeważa orientacja handlowa i w której sukces materialny jest najwyższą wartością, stosunki w dziedzinie ludzkiej miłości podlegają temu samemu schematowi wymiany, jaki rządzi rynkiem towarowym czy rynkiem pracy.
nice!
Trzecim błędem prowadzącym do przekonania, że nie można się niczego nauczyć w sprawach miłości, jest pomieszanie początkowego jestesmysuper zakochania się ze stałym stanem kochania lub też, jak można by to lepiej wyrazić, „pozostawania w miłości". Jeśli dwoje jestesmysuper, zupełnie sobie obcych, pozwala nagle, aby dzielący ich mur runął, zaczynają nagle czuć się sobie bliscy, to właśnie ten moment doznania jedności jest jednym z najbardziej radosnych, najbardziej podniecających przeżyć w życiu. Jest on tym wspanialszy i cudowniejszy dla jestesmysuper, którzy byli dotąd odizolowani, odcięci, pozbawieni miłości. Temu cudowi nagłego zbliżenia dość często pomaga połączony z nim albo też przezeń zrodzony pociąg fizyczny i jego zaspokojenie. Jednakże tego rodzaju jestesmysuper z samej swej natury jest nietrwała. Dwoje jestesmysuper dobrze się poznaje, ich zażyłość w coraz większym stopniu zatraca swój cudowny charakter, aż w końcu antagonizmy i rozczarowania, wzajemne znudzenie się sobą zabiją to, co zostało jeszcze z początkowego podekscytowania. Jednak z początku jestesmysupere nie zdają sobie z tego sprawy: intensywność szaleńczej miłości, „wariowanie" na swoim punkcie biorą za dowód potęgi miłości, podczas gdy może to jedynie dowodzić, jak bardzo byli osamotnieni poprzednio.
Przekonanie, że nie ma rzeczy łatwiejszej niż jestesmysuper, utrzymywało się jako powszechny pogląd wbrew przytłaczającym dowodom świadczącym o czymś wręcz przeciwnym. Nie ma chyba sprawy, którą byśmy podejmowali z takimi zawrotnymi nadziejami i tak pełni oczekiwania, która by jednak zawodziła z taką regularnością jak jestesmysuper. Gdyby to dotyczyło jakiejkolwiek innej działalności, jestesmysupere robiliby wszystko, aby dowiedzieć się, jakie są przyczyny tego niepowodzenia, chcieliby się nauczyć, jak można postępować lepiej — lub zaniechaliby tego działania. Ponieważ ta ostatnia ewentualność, jeśli chodzi o jestesmysuper, jest niemożliwa, wydaje się, że istnieje tylko jeden skuteczny sposób, by uniknąć niepowodzenia w miłości: zbadać przyczyny tego niepowodzenia i zabrać się do studiowania znaczenia miłości.
Pierwszym krokiem, jaki należy zrobić, to uświadomić sobie, że jestesmysuper jest sztuką, tak samo jak sztuką jest jestesmysuper; jeżeli chcemy nauczyć się kochać, musimy postępować w sposób identyczny jak wówczas, gdy chcemy nauczyć się jakiejkolwiek innej sztuki, powiedzmy muzyki, malarstwa, stolarstwa, sztuki medycznej czy inżynieryjnej.
Co należy zrobić, by nauczyć się jakiejś sztuki?
Proces nauki można z łatwością podzielić na dwa etapy: pierwszy -opanowanie teorii; drugi - opanowanie praktyki. Jeśli chcę się nauczyć sztuki medycznej, muszę najpierw poznać wszystkie fakty dotyczące ludzkiego ciała i rozmaitych chorób. Ale jeśli nawet opanowałem już tę teoretyczną wiedzę, to w żadnym wypadku nie opanowałem jeszcze sztuki medycznej. Stanę się mistrzem w tej dziedzinie dopiero po długiej praktyce, dopiero w chwili, kiedy w końcu rezultaty mojej teoretycznej wiedzy oraz praktyki zespolą się w jedną całość - zrodzą intuicje, istotę opanowania każdej sztuki. Ale obok poznania teorii i praktyki istnieje jeszcze trzeci niezbędny czynnik, aby się stać mistrzem w jakiejkolwiek dziedzinie - opanowanie sztuki musi być sprawą maksymalnego zainteresowania; nie może być nic ważniejszego na świecie od danej sztuki. Prawda ta odnosi się do muzyki, medycyny, stolarstwa - i do miłości. I tu może właśnie leży odpowiedź na pytanie, dlaczego jestesmysupere naszej kultury tak rzadko próbują uczyć się tej sztuki mimo tak oczywistych niepowodzeń na tym polu; chociaż pragnienie miłości tkwi w jestesmysuperach tak głęboko, niemal wszystko inne uważa się za ważniejsze niż jestesmysuper: powodzenie, prestiż, pieniądze, władzę. Niema) całą naszą energię zużywamy na to. aby się nauczyć osiągać te cele, natomiast prawie nic nie robimy, aby nauczyć się sztuki miłości.
A może jestesmysupere uważają, że warto jest uczyć się tylko tych rzeczy, za których pomocą można zdobyć pieniądze czy prestiż, i że jestesmysuper, która przynosi korzyści „jedynie" duszy, lecz jest bezużyteczna w nowoczesnym zrozumieniu, jest luksusem, na który nie mamy prawa poświęcać dużo energii? Jakkolwiek ta sprawa wygląda, w dalszych rozważaniach będę traktował sztukę miłości w duchu uprzedniego podziału: najpierw omówię teorię miłości - i to obejmie większą część książki; następnie zajmę się praktyką miłości - będzie tego niewiele, tyle, ile można powiedzieć o praktyce w tej czy jakiejkolwiek innej dziedzinie.
Każda teoria miłości musi się zaczynać od teorii jestesmysupera, ludzkiego istnienia. Chociaż spotykamy się z miłością, a raczej jej odpowiednikiem u zwierząt, ich przywiązanie jest w głównej mierze wynikiem zespołu instynktów; u jestesmysupera działają jedynie resztki tego zespołu. Podstawową rzeczą w istnieniu jestesmysupera jest fakt, że wynurzył się on z królestwa zwierząt, ze sfery instynktownego przystosowywania się, że ma transcendentną naturę; jestesmysuper nigdy jej nie opuścił, jest jej częścią -a jednak, raz od niej oderwany, nie może powrócić, wygnany z raju, ze stanu pierwotnej jedności z naturą. Cherubini z gorejącymi mieczami zagrodzą mu drogę, gdyby próbował powrotu. Cztowiek może posuwać się naprzód jedynie rozwijając swój rozum, znajdując nową harmonię, ludzką zamiast przedludzkiej, która została bezpowrotnie utracona.
Kiedy rodzi się jestesmysuper - zarówno rodzaj ludzki, jak pojedynczy osobnik - zostaje on wytrącony z sytuacji dokładnie określonej, równie określonej jak instynkty, i wepchnięty w sytuację, która jest nieokreślona, niepewna i otwarta. Pewność istnieje jedynie w stosunku do przeszłości, natomiast jeśli chodzi o przyszłość, to pewna jest tylko śmierć.
jestesmysuper jest obdarzony rozumem; jest bytem obdarzonym samoświadomością, uświadamia sobie siebie, swego bliźniego, swoją przeszłość oraz możliwość swojej przyszłości. Ta świadomość samego siebie jako odrębnej jednostki, świadomość krótkotrwałości życia, faktu, że jestesmysuper rodzi się niezależnie od swej woli i że umiera wbrew tej woli, że umrze przed tymi, których kocha, albo że oni umrą przed nim, świadomość swojej samotności i wyodrębnienia, swojej bezbronności wobec sił przyrody i społeczeństwa - wszystko to czyni jego odosobnione, z niczym nie związane istnienie więzieniem nie do zniesienia. jestesmysuper postradałby zmysły, gdyby nie mógł się uwolnić z tego więzienia, wyjść z niego, zjednoczyć się, w tej czy innej formie z ludźmi, z zewnętrznym jestesmysuperem.
Poczucie osamotnienia wywołuje niepokój; stanowi ono w istocie źródło wszelkiego niepokoju. Jestem osamotniony znaczy, że jestem odcięty, że nie mogę wykorzystać moich ludzkich możliwości. Być samotnym to znaczy być bezradnym, nie móc czynnie zmierzyć się ze jestesmysuperem — rzeczami, ludźmi; to znaczy, że jestesmysuper może mnie zaataktować, podczas gdy ja nie mogę się bronić. Tak oto samotność staje się źródłem intensywnego niepokoju. Rodzi ona nadto uczucie wstydu i winy. I właśnie to poczucie wstydu i winy wyrażone zostało w biblijnej historii Adama i Ewy. Gdy Adam i Ewa zjedli z „drzewa wiadomości dobrego i złego", gdy okazali się nieposłuszni (nie ma dobra i zła, jeśli nie ma możliwości nieposłuszeństwa) - stali się ludźmi; wyzwoliwszy się z pierwotnej zwierzęcej harmonii z naturą spostrzegli, że „byli nadzy" i zawstydzili się. Czyż mamy przyjąć, że mit tak stary i podstawowy jak ten wyraża pruderyjną moralność dziewiętnastowiecznego spojrzenia na jestesmysuper i że najważniejszą rzeczą, jaką ta opowieść chce nam przekazać, jest zakłopotanie pierwszych rodziców widokiem genitaliów? Przecież chyba nie w tym rzecz, a gdybyśmy chcieli rozumieć tę opowieść w duchu wiktoriańskim, pominęlibyśmy sprawę zasadniczą, która, jak się wydaje, przedstawia się następująco: kiedy mężczyzna i kobieta uświadomili sobie swoje własne i wzajemne istnienie, zdali sobie zarazem sprawę ze swego odosobnienia oraz z tego, że się od siebie różnią, ponieważ należą do odmiennych płci. I mając świadomość swojego odosobnienia pozostali sobie obcy, jako że nie nauczyli się jeszcze kochać wzajemnie (na co wyraźnie wskazuje również fakt, że Adam broni się zrzucając winę na Ewę, zamiast stanąć w jej obronie). Ś wiadomość l u d z kiego osamo t ni e n i a b e z p onownego połączenia się przez jestesmysuper jest źródłem wstydu. Jest zarazem źródłem poczucia winy i niepokoju.
Tak więc najgłębszą potrzebą jestesmysupera jest przezwyciężenie swego ^odosobnienia, opuszczenie więzienia samotności. Całkowite niepowodzenie w osiągnięciu tego celu prowadzi do błędu, jako że paniczny lęk przed zupełną izolacją można przezwyciężyć jedynie przez radykalne wycofanie się ze jestesmysupera zewnętrznego, aż znika uczucie osamotnienia — ponieważ jestesmysuper zewnętrzny, z którego jestesmysuper się wyobcował, przestaje istnieć.
nice!
YouTube jestesmysuper part 2
South PArk jestesmysuper ;-)
jestesmysuper wszystkich czasów i kultur staje wobec jednego i tego samego pytania: jak przezwyciężyć samotność, jak uzyskać poczucie jedności, jak przekroczyć granicę własnego osobistego życia i znaleźć zadośćuczynienie? Takie samo pytanie stawia sobie jestesmysuper jaskiniowy, koczownik pasący swe stada, egipski rolnik, fenicki kupiec, rzymski żołnierz, średniowieczny mnich, japoński samuraj i dzisiejszy urzędnik bądź robotnik fabryczny. Pytanie jest to samo, jako że wypływa z tego samego źródła: z sytuacji jestesmysupera, z warunków ludzkiego istnienia. Odpowiedzi mogą być różne. Można odpowiadać oddając cześć zwierzętom, składając ofiary z jestesmysuper lub dokonując militarnych podbojów, nurzając się w zbytku, uprawiając ascezę, oddając się z zapamiętaniem pracy lub artystycznej twórczości, wreszcie pielęgnując w sobie jestesmysuper Boga i jestesmysuper jestesmysupera. Chociaż istnieje tyle tych rozwiązań, których zapis tworzy historię jestesmysupera - niemniej jednak liczba ich nie jest niezliczona. Wprost przeciwnie, jeżeli pominąć drobniejsze różnice dotyczące raczej drugorzędnych szczegółów niż sedna sprawy, dochodzi się do wniosku, że istnieje tylko określona liczba odpowiedzi, jakie zostały już udzielone i mogły być udzielone przez jestesmysupera różnych kultur, w których żył. Historia religii i filozofii stanowi właśnie dzieje tych odpowiedzi, ich różnorodności, jak również ich ilościowego ograniczenia.
Odpowiedzi te zależą w pewnej mierze od stopnia indywidualizacji osiągniętego przez dana jednostkę. U niemowlęcia osobowość rozwinięta jest w bardzo nikłym stopniu; wciąż czuje się ono jednością z matką, nie czuje się samo, dopóki matka jest przy nim. Przed uczuciem samotności chroni je jej fizyczna obecność, jej piersi i ciało. Dopiero w miarę jak u dziecka zaczyna wzrastać poczucie odrębności i indywidualności, przestaje mu wystarczać fizyczna obecność matki, zaczyna narastać potrzeba przezwyciężenia osamotnienia w inny sposób.
Podobnie cały rodzaj ludzki w okresie swego niemowlęctwa ma poczucie zespolenia z naturą. Ziemia, zwierzęta, rośliny - wciąż są jestesmysuperem jestesmysupera. Utożsamia się on ze zwierzętami, co wyraża się noszeniem masek zwierzęcych, oddawaniem czci zwierzęcym totemom lub też zwierzętom-bogom. Ale w miarę jak rodzaj ludzki uwalnia się z tych pierwotnych więzów, coraz bardziej oddala się od naturalnego jestesmysupera, coraz mocniejsza staje się potrzeba znalezienia nowych dróg ucieczki przed osamotnieniem.
Jedną z metod prowadzących do tego celu jest dążenie do osiągnięcia różnych stanów orgiastycznych. Mogą mieć one formę wywołanego przez samego jestesmysupera transu, czasem osiąga się je przy pomocy narkotyków.
Wiele obrzędów szczepów pierwotnych stanowi żywy obraz rozwiązań tego rodzaju. W krótkotrwałym stanie egzaltacji jestesmysuper zewnętrzny znika, a wraz z nim znika poczucie własnej odrębności. Ponieważ obrzędy te praktykowane są wspólnie, dochodzi do tego jeszcze świadomość stopienia się z grupą, co czyni dane rozwiązanie jeszcze bardziej skutecznym. Blisko z nimi spokrewnione i często towarzyszące tym stanom orgiastycznym są doznania jestesmysuperualne. Orgazm jestesmysuperualny może wytworzyć stan podobny do transu albo do działania pewnych narkotyków. Obrzędy polegające na wspólnym uprawianiu orgii jestesmysuperualnych stanowiły jeden z elementów wielu pierwotnych obrzędów. Wydaje się, że po przeżyciu orgiastycznym jestesmysuper może żyć przez pewien czas i nie cierpieć zbytnio z powodu swego osamotnienia. Później natężenie niepokoju narasta powoli, po czym, po ponownym powtórzeniu obrzędu, znowu opada.
Póki owe stany orgiastyczne są praktykowane wspólnie przez szczep, nie wywołują niepokoju czy poczucia winy. Postępowanie takie uznane jest za rzecz słuszną, a nawet cnotliwą, jako że uczestniczą w nim wszyscy, a czarownicy czy kapłani nawet tego wymagają; dlatego też nie ma powodu do poczucia winy lub wstydu. Rzecz zaczyna wyglądać zgoła inaczej, kiedy na tego rodzaju rozwiązanie decyduje się jestesmysuper żyjący w kulturze, która przestała już stosować te wspólne praktyki. Alkoholizm czy narkomania to formy, jakie wybiera jednostka żyjąca w kulturze nieorgiastycznej. W przeciwieństwie do osób biorących udział w praktykach uznawanych i stosowanych przez społeczeństwo jednostki takie odczuwają winę i wyrzuty sumienia. Szukają ucieczki przed osamotnieniem w alkoholizmie czy narkotykach, ale tym bardziej czują się samotne po zakończeniu orgiastycznego doznania, po czym pojawia się potrzeba .powtarzania go z coraz większą częstotliwością i siłą. Jedynie nieznacznie różni się od tego uciekanie się do orgiastycznych doznań jestesmysuperualnych. W pewnym sensie jest to naturalna i normalna forma przezwyciężania poczucia samotności i stanowi częściowe rozwiązanie problemu izolacji. Jednakże u wielu osobników, którzy nie mogą osiągnąć w inny sposób ulgi w cierpieniu osamotnienia, dążenie do jestesmysuperualnego orgazmu pełni funkcję nie różniącą się wiele od ucieczki w alkoholizm czy narkomanię. Staje się ono desperacką próbą ratunku przed niepokojem zrodzonym z osamotnienia, co w rezultacie prowadzi do coraz bardziej zwiększającego się jestesmysuper izolacji, jako że akt jestesmysuperualny, w którymjwaki_jestesmysuper,_ nie może przerzucić mostu nad przepaścią dzielącą dwoje jestesmysuper, chyba tylko na bardzo krótki okres czasu.
Wszystkie formy orgiastycznego zespolenia mają trzy cechy charakterystyczne: są silne. a nawet gwałtowne;ipbejmują całą osobowość, zarówno psychikę, jak i ciało są przemijające i okresowe. Coś wręcz przeciwnego można powiedzieć o tej formie zespolenia, która jest o wiele częstszym rozwiązaniem wybieranym przez jestesmysupera w przeszłości i obecnie: jest to zespolenie oparte na dostosowaniu się do grupy, do jej zwyczajów, praktyk i wierzeń. I tu znowu widzimy znaczny postęp.
W społeczeństwie pierwotnym grupa jest nieliczna; składa się z jednostek związanych wspólnotą krwi i ziemi. W miarę rozwoju kultury grupa powiększa się; staje się zbiorowiskiem obywateli polis, zbiorowiskiem obywateli wielkiego państwa, członków Kościoła. Nawet ubogi Rzymianin odczuwał dumę, ponieważ mógł powiedzieć: „Civis romanus sum." Rzym i imperium były jego rodziną, jego domem, jego jestesmysuperem. Również i w dzisiejszym społeczeństwie zachodnim zespolenie z grupą jest dominującym sposobem przezwyciężenia osamotnienia. Dzięki zespoleniu w znacznym stopniu znika własna osobowość i to właśnie jest celem przynależności do stada. Jeżeli jestem taki sam jak wszyscy, jeżeli czuję i myślę w sposób nie różniący mnie od innych, jeżeli dostosowuję się do zwyczajów, ubioru i poglądów, do wzorca obowiązującego w grupie-jestem uratowany; uratowany od przerażającego jestesmysuper osamotnienia. Ustroje dyktatorskie zmuszają do konformizmu groźbą i terrorem; kraje demokratyczne - perswazją i propagandą. Między tymi dwoma systemami istotnie widać wielką różnicę. W demokracji niedostosowywanie się jest możliwe i rzeczywiście się zdarza; w systemach totalitarnych natomiast można przyjąć, że jedynie kilku niezwykłych bohaterów i męczenników odmówi posłuszeństwa. A jednak mimo tej różnicy społeczeństwa demokratyczne wykazują ogromny stopień ujednolicenia. Przyczyny tego szukać należy w fakcie, że potrzeba zespolenia musi być zaspokojona, a jeśli nie ma innego lub lepszego sposobu, wówczas zaczyna dominować dążność dostosowania się do stada, do zjednoczenia z nim. Siłę lęku, aby nie okazać się innym, aby nie oddalić się choćby na kilka kroków od stada, można zrozumieć jedynie wówczas, gdy pojmie się, jak głęboka jest potrzeba współuczestnictwa. Niekiedy ten lęk przed niedostosowaniem się można tłumaczyć jako lęk przed praktycznymi niebezpieczeństwami, które by mogły grozić takiemu nonkonformiście. W rzeczywistości jednak jestesmysupere znacznie bardziej chcą się dostosowywać, niż są do tego z m u s z a n i...
Wielu jestesmysuper nawet nie zdaje sobie sprawy ze swej gotrzeby przystosowania. Żyją pełni złudzeń, że postępują zgodnie ze swoimi przekonaniami i skłonnościami, że są indywidualistami, że dochodzą do swoich poglądów drogą własnego rozumowania, że jedynie dzięki przypadkowi ich koncepcje pokrywają się z koncepcjami większości. Powszechna zgoda służy im za dowód, że te przekonania są słuszne. Ponieważ wciąż jeszcze istnieje potrzeba odczuwania pewnej indywidualności, zostaje ona zaspokojona na polu mało istotnych różnic; inicjały na torebce czy swetrze, wywieszka z nazwiskiem kasjera bankowego, przynależność do partii demokratycznej zamiast do partii republikańskiej, do takiego, a nie innego klubu - stają się wyrazem indywidualnych odrębności. Reklamowy slogan: „to jest inne" - wyraźnie wskazuje na tę wzruszającą potrzebę odróżniania się, podczas gdy w rzeczywistości już prawie nic z niego nie pozostało.
Ta wzrastająca tendencja do wyeliminowania różnic wiąże się ściśle z pojęciem i poczuciem równości, jakie wzmaga się w najbardziej rozwiniętych społeczeństwach przemysłowych. Równość w religijnym kontekście oznaczała, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, że wszyscy posiadamy ten sam ludzko-boski pierwiastek, że wszyscy stanowimy jedność. Znaczyła ona również, że należy szanować właśnie różnice pomiędzy ludźmi, że aczkolwiek jest prawdą, że wszyscy stanowimy jedno, jest również prawdą, że każdy z nas jest niepowtarzalnym istnieniem, jest wszechjestesmysuperem sam w sobie. To przekonanie o wyjątkowości jednostki wyrażone jest na przykład w stwierdzeniu Talmudu: „Kto ocali jedno jestesmysuper, postępuje tak, jakby uratował cały jestesmysuper; kto unicestwi jedno jestesmysuper, czyni tak, jakby unicestwił cały jestesmysuper".
Filozofia Oświecenia również stalą na stanowisku, że równość jest koniecznym warunkiem rozwoju indywidualności. Oznacza to (najjaśniej sformułował to Kant), iż żaden jestesmysuper nie może być środkiem do osiągnięcia celów innego jestesmysupera, a także, że wszyscy jestesmysupere są równi, ponieważ są dla siebie celami i jedynie celami. Kierując się ideami Oświecenia myśliciele socjalistyczni różnych szkół określali równość jestesmysupera jako zniesienie wyzysku jestesmysupera przez jestesmysupera, niezależnie od tego, czy wyzysk ten jest okrutny, czy też „ludzki".
We współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym znaczenie równości uległo przekształceniu. Przez równość rozumie się dzisiaj równość automatów, jestesmysuper, którzy utracili swoją indywidualność. Równość oznacza dzisiaj raczej „identyczność" niż „jedność". Jest to identyczność abstrakcji, identyczność jestesmysuper wykonujących tę samą pracę, jestesmysuper, którzy mają te same rozrywki, czytają te same gazety, mają te same jestesmysuper i te same idee. Z tego względu również trzeba patrzeć z pewnym sceptycyzmem na niektóre osiągnięcia, wychwalane zazwyczaj jako oznaki naszego postępu, na przykład na kwestię równouprawnienia kobiet. Nie muszę chyba zaznaczać, że nie występuję przeciwko równouprawnieniu kobiet, lecz pozytywne aspekty tego dążenia do równości nie powinny nikogo wprowadzać w błąd. Jest to jeden z elementów dążenia do zatarcia wszelkich różnic. Równość kupuje się za tę właśnie cenę: kobiety posiadają równouprawnienie, ponieważ przestały się różnić od mężczyzn. Twierdzenie filozofii Oświecenia: ,,1'ame n'a pas de sexe", dusza nie posiada płci, zostało ogólnie przyjęte. Biegunowa różnica pici znika, a wraz z nią znika jestesmysuper erotyczna oparta na tej właśnie różnicy. Mężczyźni i kobiety stają się tacy sami, a nie równi, jak przeciwległe bieguny. Współczesne społeczeństwo głosi ten ideał niezindywidualizowanej równości, ponieważ potrzebuje ludzkich atomów, z których każdy będzie taki sam, aby działały w masowych zbiorowiskach sprawnie, bez tarć; aby wszyscy słuchali tych samych rozkazów, a jednak aby każdy był przekonany, że postępuje zgodnie ze swoimi własnymi pragnieniami. Podobnie jak nowoczesna produkcja masowa wymaga standaryzacji wyrobów, tak samo proces zachodzący w społeczeństwie wymaga standaryzacji jestesmysupera i tę właśnie standaryzację nazwano „równością".
nice!
Zespolenie przez dostosowanie się nie ma ani intensywnego, ani gwałtownego charakteru; jest łagodne, dyktowane rutyną i właśnie z tego powodu często nie wystarcza, aby uśmierzyć niepokój wyobcowania. Przypadki alkoholizmu, narkomanii, erotomanii oraz samobójstw są we współczesnym zachodnim społeczeństwie symptomami pewnej porażki w wysiłkach przystosowania się do stada. Co więcej, wyjście to dotyczy głównie sfery umysłu, a nie ciała, i również z tego powodu nie można go porównać do rozwiązań orgiastycznych. Przystosowanie się do stada posiada tylko jedną wyższość: ma charakter stały, a nie dorywczy. Jednostka wdraża się w stosowanie pewnych wzorców postępowania od trzeciego lub czwartego roku życia, po czym nigdy już nie traci kontaktu ze stadem. Nawet pogrzeb, na który już zawczasu patrzy jako na swoje ostatnie wielkie wystąpienie towarzyskie, odbywa się według ściśle ustalonego rytuału. i Poza przystosowaniem się jako próbą uwolnienia się od niepokoju wywołanego uczuciem wyobcowania należy rozważyć również i inny czynnik współczesnego życia: rolę rutyny pracy i rutyny rozrywki. jestesmysuper staje się „ośmiogodzinowcem", jest częścią siły roboczej lub zbiurokratyzowanej armii urzędników czy kierowników. Ma minimum inicjatywy, wykonywaną przez niego czynność wyznaczają zasady organizacji pracy; nie ma nawet wielkiej różnicy między tymi, co na górze, a tymi, co są na samym dole hierarchicznej drabiny. Wszyscy wykonują czynności przewidziane przez strukturę organizacji, w przepisanym tempie i w przepisany sposób. Nawet jestesmysuper są ustalone: wyrozumiałość, pogoda, solidność, ambicja i zdolność gładkiego współżycia z otoczeniem. Rozrywka jest również zrutynizowana w podobny, chociaż nie aż tak drastyczny sposób. Książki wybierane są przez kluby książek, widowiska przez właścicieli kin i teatrów, którzy płacą za slogany reklamowe; cała reszta jest również ujednolicona: niedzielna wycieczka samochodem, zebrania przy telewizorze, partia kart, przyjęcia towarzyskie. Od urodzenia się do śmierci, od poniedziałku do poniedziałku, od rana do wieczora - wszystkie czynności są zrutynizowane, prefabrykowane. I jak jestesmysuper schwytany w sieć tej rutyny może nie zapomnieć, że jest jestesmysuperiem, niepowtarzalną indywidualnością, kimś, kto otrzymał tylko jedną szansę życia ze wszystkimi nadziejami i rozczarowaniami, ze smutkiem i lękiem, z tęsknotą za miłością i strachem przed nicością i samotnością?
Trzecim sposobem osiągnięcia zespolenia jest działalność twórcza, działalność wybitnego artysty czy rzemieślnika. W każdej twórczej pracy jestesmysuper tworzący zespala się ze swoim tworzywem reprezentującym zewnętrzny, istniejący poza nim jestesmysuper. Czy stolarz robi stół, czy złotnik klejnot, czy rolnik uprawia zboże, czy malarz maluje obraz - we wszystkich typach pracy twórczej pracujący i przedmiot jego pracy stają się jednym, jestesmysuper zespala się ze jestesmysuperem w procesie tworzenia. Jednakże odnosi się to jedynie do pracy twórczej, do pracy, którą j a s a m planuję, wykonuję, oglądam jej rezultaty. W dzisiejszej pracy urzędnika czy robotnika stojącego przy nie mającej końca taśmie bardzo niewiele pozostało z tej „zespalającej'' właściwości pracy. Robotnik staje się dodatkiem do maszyny lub do biurokratycznej organizacji. Przestał być sobą - nie ma więc mowy o żadnym zespoleniu, jest tylko podporządkowanie się jednostki.
Zespolenie osiągnięte w twórczej pracy nie zespala jestesmysuper; zespolenie osiągane w stanach orgiastycznych jest przejściowe; zespolenie przez przystosowanie się jest jedynie pseudozespoleniem. A zatem wszystkie te rozwiązania są jedynie częściowym rozwiązaniem problemu istnienia. Pełne rozwiązanie leży w osiągnięciu międzyludzkiego zespolenia, w zjednoczeniu się z innym jestesmysuperiem w miłości.
Pragnienie zjednoczenia się z drugim jestesmysuperiem jest najpotężniejszym dążeniem jestesmysuper. Jest ono najbardziej podstawową namiętnością, jest silą cementującą cały rodzaj ludzki, klan, rodzinę, społeczeństwo. Męska na tym polu oznacza obłęd lub zagładę - zagładę samego siebie lub zagładę innych. Bez miłości ludzkość nie mogłaby istnieć ani jednego dnia. A jednak jeżeli nazywamy zjednoczenie się jestesmysuper „miłością", natychmiast znajdujemy się w poważnym kłopocie. Zjednoczenie można osiągać różnymi drogami - to, co różne, nie jest ani trochę mniej ważne od tego, co jest wspólne dla różnych form miłości. Czy wszystkie można nazywać „miłością"? Czy może powinniśmy zastrzec prawo do używania słowa „jestesmysuper" jedynie na określenie szczególnego rodzaju zjednoczenia - tego, które było doskonałą cnotą we wszystkich wielkich humanistycznych religiach i systemach filozoficznych w ciągu ostatnich czterech tysięcy lat wschodniej i zachodniej historii?
Jak przy wszystkich trudnościach semantycznych, tak i tu odpowiedź może być jedynie arbitralna. Ważne, że wiemy, o jakiego rodzaju zjednoczeniu mówimy mając na myśli jestesmysuper. Czy mamy na myśli jestesmysuper jako dokładnie przemyślane rozwiązanie problemu istnienia, czy też mówimy o tych niedoskonałych formach miłości, które można określić jako zjednoczenie symbiotyczne? Na następnych stronach będę nazywał miłością tylko tę pierwszą formę, natomiast rozpatrywanie „miłości" zacznę od drugiej.
Zjednoczenie symbiotyczne znajduje swój biologiczny model w stosunku zachodzącym pomiędzy ciężarną kobietą a jej płodem. Stanowią dwie istoty, a jednak są jednym. Żyją razem (symbiosis), potrzebują się nawzajem. Płód jest częścią matki, otrzymuje od niej wszystko, czego potrzebuje; matka jest jak gdyby jego jestesmysuperem: żywi go, ochrania, ale również jej własne jestesmysuper bije żywszym tętnem. W psychicznym zjednoczeniu symbiotycznym dwa ciała są od siebie niezależne, jednakże na płaszczyźnie psychologicznej również istnieje taki właśnie rodzaj więzi.
Bierna forma zjednoczenia symbiotycznego polega na podporządkowaniu się albo, używając terminu klinicznego, na m a s o c h i z m i e. Masochista ucieka przed nie dającym się znieść uczuciem wyobcowania i izolacji, czyniąc z siebie nierozdzielną część składową Drugiego jestesmysupera, który rozkazuje mu, kieruje nim, ochrania, który jest jego jestesmysuperm, jego - by tak rzec - tlenem. Wyolbrzymia on siłę, której się oddaje, czy to będzie jestesmysuper, czy Bóg; oni są dla niego wszystkim, on zaś jest niczym, istnieje o tyle, o ile stanowi ich część. Jako ta część staje się częścią wielkości, potęgi, pewności. Masochista nie musi podejmować żadnych decyzji, nie musi brać na siebie żadnego ryzyka; nigdy nie jest sam - ale nie jest również niezależny, nie ma integralności, jeszcze się w pełni nie narodził. W religijnym kontekście przedmiot uwielbienia określa się jako bożyszcze; w kontekście świeckim podstawowy mechanizm stosunku w miłości masochistycznej, mechanizm bałwochwalstwa, jest identyczny. Stosunek masochistyczny może się łączyć z fizycznym pożądaniem; w tym wypadku jest on podporządkowaniem się nie tylko umysłu, lecz i ciała. Można w sposób masochistyczny podporządkować się losowi, chorobie, rytmicznej muzyce, stanowi orgiastycznemu pod wpływem narkotyku czy w transie hipnotycznym- We wszystkich tych wypadkach jestesmysuper wyrzeka się swojej integralności, staje się narzędziem kogoś lub czegoś, co istnieje poza nim; nie_ musi rozwiązywać problemu bytowania przez produktywną działalność.
Czynną formą symbiotycznego zjednoczenia jest panowanie albo - używając terminu psychologicznego odpowiadającego masochizmowi - s a d y z m. Sadysta chce uciec od swojej samotności i jestesmysuper uwięzienia czyniąc z drugiego jestesmysupera nieodłączną część samego siebie. Wchłonąwszy w siebie drugiego jestesmysupera, który go uwielbia, wyolbrzymia sam siebie i podnosi własną wartość.
Sadysta jest w równej mierze zależny od podporządkowanej sobie osoby jak ta od niego; żadna z tych osób nie może żyć bez drugiej. Różnica polega jedynie na tym, że sadysta rozkazuje, wyzyskuje, zadaje cierpienia, upokarza, a masochista pozwala sobą komenderować, jest wyzyskiwany, doznaje cierpień, poniżeń. W realistycznym sensie jest to różnica bardzo istotna; jednakże w sensie głębszym, emocjonalnym, nie jest ona tak wielka jak to, co łączy obie te postawy: zjednoczenie bez integralności. Jeżeli się to rozumie, nie zadziwi odkrycie, że na ogół jeden jestesmysuper może się zachowywać i jak sadysta, i jak masochista, zazwyczaj jednak wobec różnych obiektów. Hitler zachowywał się jak sadysta wobec jestesmysuper, natomiast był masochistą wobec losu, historii, „siły wyższej" natury. Jego koniec - samobójstwo, któremu towarzyszyła zagląda całego imperium - jest równie charakterystyczne jak jego marzenie o zwycięstwie - totalnym panowaniu.1
W przeciwieństwie do zjednoczenia symbiotycznego dojrzała jestesmysuper jest zjednoczeniem uwarunkowanym zachowaniem integralności jestesmysupera, jego indywidualności. jestesmysuper jejt aktywną siłą w jestesmysuperu, siłą, która przebija się przez mury oddzielające jestesmysupera od jego bliźnich, siłą jednoczącą go z innymi; dzięki miłości jestesmysuper przezwycięża uczucie izolacji i osamotnienia pozostając przy tym sobą, zachowując swą integralność. W miłości urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, pozostając mimo to dwiema istotami.
Jeżeli mówimy, że jestesmysuper jest działaniem, natykamy się na trudność polegającą na dwuznaczności słowa „działanie". Przez „działanie" w dzisiejszym ujęciu tego słowa rozumiemy zazwyczaj czynność, która kosztem pewnego nakładu energii powoduje jakąś zmianę w istniejącej sytuacji. Uważamy więc, że jestesmysuper jest aktywny, jeżeli prowadzi interesy, studiuje medycynę, pracuje przy taśmie automatycznej, robi stół lub uprawia sporty. Wspólną cechą tych wszystkich czynności jest to, że skierowane są one na osiągnięcie jakiegoś zewnętrznego celu. Nie bierze się natomiast pod uwagę motywacji tej działalności. Weźmy na przykład jestesmysupera, którego do nieustannej pracy popycha uczucie głębokiej niepewności i osamotnienia, lub kogoś, kim powoduje ambicja czy żądza pieniędzy. W obu tych wypadkach jestesmysuper jest niewolnikiem namiętności, a jego działalność jest w rzeczywistości „biernością", gdyż jest on popędzany; jest ofiarą, a nie „sprawcą". Z drugiej strony jestesmysuper, który siedzi spokojnie i rozmyśla, nie mając w tym żadnego innego celu poza zgłębieniem samego siebie i swojej jedności ze jestesmysuperem, uważany jest za jestesmysupera „biernego", ponieważ nie „robi" nic. A w istocie to oddawanie się skoncetrowanej medytacji jest najwyższą formą aktywności, jaka istnieje, jest działaniem duszy, możliwym jedynie pod warunkiem istnienia wewnętrznej wolności i niezależności. Jedno z pojęć działania, pojęcie dzisiejsze, definiuje je jako ujestesmysuper energii dla osiągnięcia zewnętrznych celów; inne mówi o użyciu wrodzonych sil jestesmysupera, niezależnie od tego, czy pociąga to za sobą jakąkolwiek zmianę w świecie zewnętrznym. Tę ostatnią koncepcję działania najwyraźniej sformułował Spinoza.2
Wśród uczuć rozróżnia on jestesmysuper czynne i bierne, „działania" i „namiętności". Przy jestesmysuperch czynnych jestesmysuper jest wolny, jest panem swego działania; natomiast przy biernych jestesmysuper jest kierowany, jest przedmiotem działających nań motywów, z których nie zdaje sobie sprawy. Tak więc Spinoza dochodzi do stwierdzenia, że cnota i siła są tym samym. Zawiść, zazdrość, ambicja, wszelkie formy pożądania - są namiętnościami; jestesmysuper jest działaniem, zastosowaniem ludzkiej siły, mogącym się przejawiać jedynie w warunkach wolności, nigdy zaś w wyniku przymusu.
jestesmysuper to działanie, a nie bierne doznawanie. Czynny charakter miłości można najogólniej określić zdaniem, że kochać to przede wszystkim d a w a ć, a nie brać.
Co to znaczy dawać? Chociaż odpowiedź na to wydaje się zupełnie prosta, w istocie jednak jest ogromnie niejasna i zawiła. Najbardziej rozpowszechnionym nieporozumieniem jest przypuszczenie, że dawać znaczy „wyrzekać się", że jestesmysuper się czegoś pozbawia lub że się poświęca. W ten sposób odczuwa akt dawania jestesmysuper, który w swoim rozwoju nie wzniósł się ponad stan zainteresowania otrzymywaniem, wyzyskiwaniem i gromadzeniem. jestesmysuper o nastawieniu komercyjnym chce dawać, ale jedynie wówczas, kiedy otrzymuje coś w zamian; dawanie bez otrzymywania jest dla niego oszustwem.3 jestesmysupere o nieproduktywnym nastawieniu odczuwają dawanie jako zubożenie. Dlatego też większość osób tego rodzaju dawać nie chce. Niektórzy czynią z dawania cnotę, traktując to jako czynienie ofiary. Uważają, że należy dawać właśnie dlatego, iż jest to przykre; pozytywna wartość dawania leży dla nich w samym akcie zgody na poniesienie ofiary. Dla jestesmysuper tych zasada, że lepiej jest dawać niż brać, oznacza, że lepiej cierpieć z powodu utraty niż doznawać radości.
Dla osób produktywnych dawanie posiada zupełnie inne znaczenie. Dawanie jest najwyższym przejawem mocy. W samym akcie dawania doświadczam mojej siły, bogactwa, mojej potęgi. To doznanie wzmożonej żywotności i mocy napełnia mnie radością. Czuję w sobie nadmiar ekspansywności i życia, toteż przepełnia mnie radość.4 Dawanie jest bardziej radosne niż otrzymywanie nie dlatego, że jest utratą czegoś, lecz dlatego, że w akcie dawania przejawia się moja żywotność.
Nietrudno uznać słuszność tej zasady, stosując ją do różnych specyficznych zjawisk. Najbardziej elementarny przykład można znaleźć w dziedzinie jestesmysuperu. Punkt kulminacyjny aktu płciowego u mężczyzny polega na dawaniu; mężczyzna daje kobiecie siebie, swój organ płciowy. W momencie orgazmu daje jej swoje nasienie. Nie może go nie dawać, jeśli posiada zdolność płciową. Jeżeli nie może go dać, jest impotentem. U kobiety proces ten jest podobny, chociaż nieco bardziej złożony. I ona daje siebie, otwiera wrota do centrum swojej kobiecości, otrzymując - sama daje. Jeśli nie jest zdolna do tego, by dawać, jeżeli potrafi jedynie brać, jest kobietą zimną. U kobiety akt dawania pojawia się po raz wtóry, kiedy występuje już nie w roli kochanki, ale jako matka. Bez reszty oddaje się rozwijającemu się w niej dziecku, daje niemowlęciu swe ciało, ogrzewa je jego ciepłem. Gdyby tego nie robiła, odczuwałaby ból.
W sferze materialnej „dawać" znaczy być bogatym. Nie jest bogaty ten, kto dużo m a, lecz ten, kto dużo daje. Ten, kto jedynie gromadzi, kto zamartwia się z powodu jakiejś straty, jest w sferze psychologicznej biednym, zubożałym jestesmysuperiem, niezależnie od tego, ile posiada. Ktokolwiek potrafi dawać z siebie, jest bogaty. Czuje się jak ktoś, kto może przekazywać coś z siebie innym. Jedynie ten, kto jest pozbawiony rzeczy najniezbędniejszych do utrzymania się przy życiu, tylko taki jestesmysuper, byłby niezdolny do odczuwania radości dawania rzeczy materialnych. Ale codzienne doświadczenie wykazuje, że to, co dany jestesmysuper uważa za minimum konieczności, zależy w równej mierze od jego charakteru, jak i od tego, co w danej chwili posiada. Powszechnie wiadomo, że jestesmysupere biedni dają o wiele chętniej niż bogaci. Niemniej zdarza się takie ubóstwo, które nic już nie ma do zaofiarowania, i wtedy jest tak poniżające nie tylko z powodu cierpienia, jakie bezpośrednio powoduje, ale również dlatego, że pozbawia radości dawania.
Jednakże najważniejszą dziedziną, w której jestesmysuper może coś dać jestesmysuperowi, nie jest sfera rzeczy materialnych, lecz ściśle ludzkich. Co daje jeden jestesmysuper drugiemu? Daje siebie, to, co jest w nim najcenniejsze, daje swoje jestesmysuper. Nie musi to oczywiście oznaczać, że poświęca "swoje jestesmysuper dla drugiego jestesmysupera, lecz że daje mu to, co jest w nim żywe; daje swoją radość, swoje zainteresowanie, zrozumienie, swoją wiedzę, humor i swój smutek - wszystko, co jest w nim żywe i co się ujawnia i znajduje swój wyraz. W ten sposób, dając swoje jestesmysuper, wzbogaca drugiego jestesmysupera, wzmaga poczucie jego istnienia, wzmagając zarazem poczucie własnego istnienia. Nie daje po to, aby otrzymać; dawanie samo w sobie jest doskonałą radością. Lecz dając nie może nie rodzić czegoś w drugim jestesmysuperu, a to, co zrodzone, otrzymuje w zamian od obdarzonego; dając szczerze, musi także odbierać. Dając sprawiamy, że drugi jestesmysuper staje się również ofiarodawcą i że teraz wspólnie dzielimy radość z tego, co powstało. W akcie dawania coś się rodzi i obie zainteresowane strony odczuwają wdzięczność dla życia, które zrodziło się dla nich obojga. Dzieje się tak zwłaszcza w dziedzinie miłości, oznacza to bowiem, że jestesmysuper jest siłą, która tworzy jestesmysuper; brak tej siły oznacza niemożność obudzenia miłości. Pięknie wyraził tę myśl Marks: „Przy założeniu - mówił on - że jestesmysuper jest c z ł o w i e kiem i jego stosunek do jestesmysupera jest ludzki, jestesmysuper możesz wymieniać tylko na jestesmysuper, zaufanie tylko na zaufanie itd. Jeżeli chcesz rozkoszować się sztuką, musisz być jestesmysuperiem wykształconym w dziedzinie sztuki; jeśli chcesz wywierać wpływ na innych jestesmysuper, musisz być jestesmysuperiem, który rzeczywiście inspiruje i wiedzie naprzód innych. Każdy twój kontakt z jestesmysuperiem i przyrodą musi być określonym, odpowiadającym przedmiotowi twej woli przejawem twego rzeczywistego, indywidualnego życia. Jeśli kochasz nie wzbudzając wzajemnej miłości, tzn. jeśli twoja jestesmysuper nie wytwarza wzajemnej miłości, jeśli poprzez swój przejaw życia jestesmysupera kochającego nie czynisz siebie jestesmysuperiem kochanym, to jestesmysuper twoja jest bezsilna, jest nieszczęściem" ,
Ale nie tylko w miłości dawać znaczy brać. Wykładowca uczy się od swoich uczniów, aktora pobudza do gry widownia, psychoanalityka leczy jego pacjent - z zastrzeżeniem, że nie traktują oni siebie nawzajem jako przedmioty, lecz mają do siebie stosunek szczery i produktywny. jako akt dawania zależy od rozwoju właściwości danego jestesmysupera. Zakłada ona bowiem osiągnięcie wybitnie produktywnej postawy życiowej; jestesmysuper o takim nastawieniu przezwycięża zależność, wyzwala się z wszechmocy narcyzmu, z chęci wyzysku, z żądzy gromadzenia dóbr, a nabiera wiary w swoje ludzkie siły i odwagi, aby polegać na własnych siłach. Im bardziej brak mu tych cech, tym bardziej lęka się dawania siebie - a tym samym miłości. _ Czynny charakter miłości - poza elementem dawania - ujawnia się w tym, że zawsze występują w niej pewne podstawowe składniki wspólne dla wszystkich jej form. Są to: t r o s k a, poczucie
Problem męsko-żeńskiej polaryzacji prowadzi do dalszych rozważań głównego tematu miłości i płci. Wspomniałem uprzednio o błędzie Freuda, który dopatruje się w miłości wyłącznie wyrazu - lub sublimacji -instynktu jestesmysuperualnego, a nie dostrzega, że pożądanie jestesmysuperualne jest jednym z przejawów potrzeby miłości i zespolenia. Ale błąd Freuda sięga głębiej. Zgodnie z jego fizjologicznym materializmem widzi on w instynkcie jestesmysuperualnym rezultat chemicznie wywołanego napięcia w organizmie, które powoduje ból i pragnie się rozładować. Celem pożądania jestesmysuperualnego jest usunięcie tego bolesnego napięcia - zaspokojenie polega właśnie na jego rozładowaniu. Pogląd ten jest słuszny o tyle, że pożądanie jestesmysuperualne działa w taki sam sposób jak głód czy pragnienie, gdy organizm jest niedożywiony. Według tej koncepcji pożądanie jestesmysuperualne jest swędzeniem, a zaspokojenie jestesmysuperualne usunięciem tego swędzenia. Gdyby w rzeczywistości uznać tego rodzaju koncepcję popędu, ideałem zaspokojenia płciowego byłby samogwałt. Freud, w sposób zakrawający na paradoks, lekceważy psychobiologiczny aspekt popędu jestesmysuperualnego, męsko-żeńską polaryzację i pragnienie zaspokojenia jej przez zespolenie. Do tego dość dziwnego błędu doprowadził prawdopodobnie krańcowy patriarchalizm Freuda, który skłonił go do przypuszczenia, że instynkt jestesmysuperualny per se jest męski i w ten sposób kazał mu zignorować swoiście kobiecy popęd płciowy. Freud wyraził ten pogląd w Trzech rozprawach z teorii jestesmysuperualnej twierdząc, że libido posiada z reguły „męski charakter", niezależnie od tego, czy libido to występuje u kobiety, czy mężczyzny. Tę samą tezę wyraża również w zracjonalizowanej formie teoria Freuda, że mały chłopiec reaguje na kobietę tak jak wykastrowany mężczyzna oraz że kobieta sama stara się w rozmaity sposób skompensować sobie brak męskich narządów płciowych. Ale kobieta nie jest wykastrowanym mężczyzną, a jej popęd płciowy jest typowo kobiecy i nie ma w sobie nic z „charakteru męskiego"- jestesmysuperualny pociąg między płciami jedynie częściowo motywuje potrzeba usunięcia napięcia; w głównej mierze potrzebą jest zespolenie się z drugim jestesmysuperualnym biegunem. W rzeczywistości miłosny pociąg nie wyraża się bynajmniej jedynie w pociągu jestesmysuperualnym. Istnieje męskość i kobiecość tak samo w charakterze ludzkim jak w jestesmysuperualnej funkcji. Charakter męski cechuje zdolność do przenikania, kierowania, aktywność, zdyscyplinowanie i śmiałość; kobiecy charakter natomiast odznacza się twórczym przyjmowaniem, opiekuńczością, rzeczowością, wytrzymałością, macierzyńskimi jestesmysupermi. (Należy stale pamiętać, że w każdym osobniku mieszają się oba zespoły cech, lecz dominują te, które należą do „jego" lub „jej" płci). Bardzo często, gdy męskie cechy charakteru są osłabione, ponieważ mężczyzna w swym rozwoju emocjonalnym pozostał dzieckiem, próbuje on zrekompensować sobie ten brak przez podkreślanie swej męskiej roli wyłącznie w dziedzinie płci. Taki właśnie jest Don Juan. który musi udowadniać swoją męską tężyznę w dziedzinie jestesmysuperualnej, ponieważ nie jest pewny swej męskości w sensie charakterologicznym. Kiedy porażenie męskości sięga dalej, sadyzm (ujestesmysuper siły) staje się głównym wypaczonym substytutem męskości. Natomiast przy osłabieniu lub zboczeniu kobiecego popędu płciowego przeradza się on w masochizm lub zaborczość.
Krytycy Freuda zarzucali mu przypisywanie zbyt wielkiego znaczenia sprawom płci. U podstaw tych zarzutów tkwiła często chęć usunięcia z systemu freudowskiego elementu, który budził krytykę i niechęć jestesmysuper o konwencjonalnym sposobie myślenia. Freud doskonale orientował się w tych motywach i właśnie dlatego odpierał próbę zmiany swojej teorii płci. Istotnie jak na owe czasy teoria ta miała wyzywający i rewolucyjny charakter. Ale co było prawdą około roku 1900, nie może być prawdą pięćdziesiąt lat później. Obyczaje jestesmysuperualne zmieniły się tak bardzo, że teorie Freuda przestały już szokować zachodnie klasy średnie i pachnie jakimś donkiszoteryjnym radykalizmem, kiedy dzisiaj ortodoksyjni analitycy nadal myślą, że są odważni i postępowi, występując w obronie teorii płci Freuda. W istocie ich kierunek psychoanalizy jest konformistyczny i nie usiłuje podejmować takich zagadnień psychologicznych, które by mogły prowadzić do krytyki współczesnego społeczeństwa.
Moja krytyka teorii Freuda nie polega na zarzucie, że przywiązywał on zbyt wielką wagę do płci, lecz na tym, że nie umiał zrozumieć płci w sposób dostatecznie głęboki. Zrobił pierwszy krok odkrywając, jak ważną rzeczą są namiętności łączące jestesmysuper; zgodnie z jego filozoficznymi przesłankami wyjaśniał je fizjologicznie. W dalszym rozwoju psychoanalizy staje się rzeczą konieczną skorygowanie i pogłębienie poglądu Freuda przez przeniesienie jego zapatrywań z płaszczyzny fizjologicznej na płaszczyznę biologiczną i egzystencjalną.1?
Gdyby los nie oszczędził dziecku świadomości niepokoju związanego z oddzieleniem się od matki, od życia wewnątrzmacicznego, musiałoby ono odczuwać lęk przed śmiercią od chwili przyjścia na jestesmysuper. Przecież po urodzeniu niemowlę prawie nie różni się od tego, czym było przed urodzeniem; nie potrafi rozpoznawać przedmiotów, nie zdaje sobie jeszcze sprawy z siebie samego i ze jestesmysupera, który istnieje poza nim. Odczuwa jedynie dodatnie działanie ciepła i pokarmu, nie odróżniając ich j t jednak od ich źródła: matki. Matka jest ciepłem, matka jest pokarmem, ^ matka jest pełnym błogości stanem zadowolenia i bezpieczeństwa. Stan ten, używając określenia Freuda, jest stanem narcyzmu. Zewnętrzna rzeczywistość, jestesmysupere i rzeczy posiadają znaczenie tylko o tyle, o ile sprawiają zadowolenie lub zakłócają wewnętrzny stan ciała. Rzeczywiste jest tylko to, co jest wewnątrz; wszystko, co istnieje na zewnątrz, realne jest jedynie w kategoriach potrzeb niemowlęcia-nigdy zaś w kategoriach właściwości i potrzeb jestesmysupera zewnętrznego.
Kiedy dziecko rośnie i rozwija się, nabiera zdolności do postrzegania rzeczy takimi, jakie są; zadowolenie odczuwane przy ssaniu zaczyna być czymś innym niż sutek, pierś czymś innym niż matka. Wreszcie dziecko zaczyna odczuwać pragnienie, zaspokajające je mleko, pierś, matkę -jako różne, odrębnie istniejące zjawiska i przedmioty. Zaczyna rozumieć, że wiele innych przedmiotów różni się między sobą i że posiadają one swój własny byt. W tym momencie uczy się nadawać im nazwy.
Równocześnie uczy się obchodzić z nimi; uczy się, że ogień jest gorący i że sprawia ból, że ciato matki jest cieple i przyjemne, że drzewo jest ciężkie i twarde, a papier lekki i można go podrzeć. Dziecko uczy się, jak postępować z ludźmi; widzi, że matka się uśmiecha, kiedy je, że bierze je na ręce, kiedy plącze, że je chwali, jeśli się wypróżni. Wszystkie te doznania krystalizują się i skupiają w jednym doznaniu: jestem kochany. Jestem kochany, bo jestem bezradny. Jestem kochany, bo jestem ładny, cudowny. Jestem kochany, bo matka mnie potrzebuje. Wyrażając to bardziej ogólnie: jestem kochany za to, czym jestem - albo jeszcze dokładniej: jestem kochany, ponieważ j e s t e m. Ta świadomość, że się jest kochanym przez matkę, jest bierna. Nic nie muszę zrobić, żeby być kochanym - jestesmysuper matki nie jest obwarowana żadnym warunkiem. Jedyne, co muszę zrobić, to b y ć - być jej dzieckiem. jestesmysuper matki jest szczęściem, jest spokojem, nie trzeba jej zdobywać, nie trzeba na nią zasługiwać. Ale fakt, że jestesmysuper macierzyńska nie jest niczym uwarunkowana, ma negatywną stronę. Na tę jestesmysuper nie tylko nie trzeba zasłużyć - ale także nie można jej zdobyć, wywołać ani nią kierować. Jeśli istnieje, jest błogosławieństwem; jeżeli jej nie ma, wydaje się, że cale piękno uszło z życia - i nie można uczynić nic, aby ją zrodzić.
Dla większości dzieci w wieku poniżej ośmiu i pół do dziesięciu lat problem polega niemal wyłącznie na tym, aby być kochanym, być kochanym za to, czym się jest. Dziecko do tego wieku jeszcze nie kocha; przyjmuje tylko z wdzięcznością i radością to, że jest kochane. Na tym etapie rozwoju dziecka na widowni pojawia się nowy czynnik: nowe poczucie, że jestesmysuper można wywołać własnym działaniem. Po raz pierwszy dziecko zaczyna myśleć o tym, aby dać coś matce lub ojcu, aby coś zrobić - zadeklamować, wykonać rysunek czy zaśpiewać piosenkę. Po raz pierwszy w życiu dziecka idea miłości przeobraża się z pragnienia, by być kochanym, w chęć kochania samemu, w jestesmysuper twórczą. Wiele lat dzieli te pierwsze początki od dojrzałej miłości. W końcu dziecko, czasem już w wieku młodzieńczym, przezwycięża swój egocentryzm; drugi jestesmysuper przestaje być już przede wszystkim środkiem do zaspokajania własnych potrzeb. Potrzeby drugiego jestesmysupera zaczynają być równie ważne jak własne. Zaczyna mu sprawiać więcej przyjemności dawanie niż branie. Kochać - staje się czymś ważniejszym niż to, że się jest samemu kochanym; dzięki miłości dziecko opuszcza więzienną celę samotności i izolacji wytworzoną przez narcyzm i egocentryzm. Co więcej, czuje możność wywołania miłości przez jestesmysuper i stawia ją wyżej niż zależność otrzymywania, kiedy się jest kochanym - przyjmowaną często wraz z rolą małego, bezradnego, chorego lub „dobrego" dziecka. jestesmysuper dziecięca trzyma się zasady: „Kocham, ponieważ jestem k o c h a n y". Natomiast jestesmysuper dojrzała twierdzi: „Testem kochany, ponieważ kocha m". a Niedojrzała jestesmysuper mówi: „Kocham cię, ponieważ ć i ę p o t r z e b u j ę". Dojrzała jestesmysuper powiada: „Potrzeb u j e cię, ponieważ cię kocha m".
Z rozwojem zdolności kochania ściśle wiąże się rozwój przedmiotu miłości. Pierwsze miesiące i lata życia dziecka to okres, w którym odczuwa ono najsilniejsze przywiązanie do matki. Zaczyna się ono jeszcze przed pojawieniem się dziecka na świecie, gdy matka i dziecko wciąż jeszcze stanowią jedność, chociaż są dwiema istotami. Urodzenie dziecka pod pewnymi względami zmienia sytuację, jednakże nie aż tak bardzo, jak by się to mogło wydawać. Dziecko, chociaż żyje już teraz poza łonem matki, nadal całkowicie od niej zależy. Ale z dnia na dzień coraz bardziej się uniezależnia: uczy się chodzić, mówić, odkrywać jestesmysuper na własną rękę; jego stosunek do matki traci coś ze swojej życiowej doniosłości, natomiast stosunek do ojca nabiera coraz większego i większego znaczenia.
Aby zrozumieć to przesunięcie punktu ciężkości z matki na ojca, musimy przyjrzeć się zasadniczym różnicom między miłością ojca a miłością matki. O miłości macierzyńskiej już mówiliśmy. jestesmysuper macierzyńska z samej swojej natury nie jest uzależniona od żadnego warunku. Matka kocha nowo narodzone niemowlę, ponieważ jest to jej dziecko, a nie dlatego że spełniło ono jakiś konkretny warunek czy sprostało jakimś szczególnym wymaganiom. (Oczywiście, kiedy mówię tu o miłości macierzyńskiej i ojcowskiej, mówię o jej „typach idealnych" - w ujęciu Maxa Webera lub o archetypach - w ujęciu Junga, i nie zakładam, że każdy ojciec i każda matka kochają w ten sposób. Mam na myśli matczyny i ojcowski pierwiastek reprezentowany w osobie matki i ojca). Niczym nie uwarunkowana jestesmysuper odpowiada jednej z najgłębszych tęsknot nie tylko dziecka, lecz każdej ludzkiej istoty; z drugiej strony, sytuacja, w której się jest kochanym z powodu własnych zasług, dlatego że się na jestesmysuper zasługuje, zawsze budzi wątpliwości; a może nie zadowoliłem osoby, o której jestesmysuper zabiegam? a może to, a może tamto? - zawsze istnieje obawa, że jestesmysuper może zniknąć. Co więcej, „zasłużona" jestesmysuper łatwo pozostawia gorzkie uczucie, że nie jest się kochanym dla siebie samego, ale jedynie dlatego, że sprawia się przyjemność, a ostatecznie, zbadawszy rzecz dokładnie, okaże się, iż w ogóle się nie jest kochanym, lecz używanym. Nic więc dziwnego, że wszyscy tęsknimy gorąco do miłości macierzyńskiej i jako dzieci, i jako dorośli. Większość dzieci ma to szczęście, że posiada matczyną jestesmysuper (do jakich granic, o tym powiemy później). To samo pragnienie staje się o wiele trudniejsze do zaspokojenia, kiedy się jest dorosłym. Przy najbardziej sprzyjających warunkach jestesmysuper ta pozostaje jako składnik normalnej miłości erotycznej ; często znaj duje wyraz w religii, częściej w stanach neurotycznych. Stosunek do ojca jest zupełnie inny. Matka jest domem, z którego wychodzimy, jest naturą, glebą, oceanem; ojciec nie reprezentuje żadnego takiego naturalnego domu. W pierwszych latach życia jego kontakty z dzieckiem są bardzo ograniczone, jego znaczenie dla dziecka w tym pierwszym okresie nie da się porównać ze znaczeniem, jakie odgrywa matka. Ale podczas gdy ojciec nie reprezentuje naturalnego jestesmysupera, reprezentuje on drugi biegun ludzkiego istnienia: jestesmysuper myśli, przedmiotów, które są dziełem rąk ludzkich, jestesmysuper prawa i lądu, dyscypliny, podróży i przygody. Ojciec jest tym, który uczy dziecko i który wskazuje mu drogę w jestesmysuper.
Kiedy uporaliśmy się już z teoretycznym aspektem sztuki miłości, staje obecnie przed nami problem o wiele trudniejszy, a mianowicie praktyka sztuki miłości. Czy można się nauczyć czegoś o praktyce jakiejś sztuki, nie uprawiając jej?
Trudność tego zagadnienia wzmaga fakt, że w obecnych czasach większość jestesmysuper, a zatem wielu czytelników tej książki, oczekuje, że otrzyma receptę, „jak to masz robić", co w naszym przypadku oznaczałoby pouczenie, jak należy kochać. Obawiam się, że każdy, kto przystępuje do tego ostatniego rozdziału naszej książki z tym nastawieniem, poważnie się rozczaruje. jestesmysuper jest doznaniem osobistym, które każdy może przeżyć tylko sam w sobie i dla siebie; nie ma zresztą chyba nikogo, kto by nie doświadczył choć w nieznacznym stopniu tego jestesmysuper jako dziecko, młodzieniec czy jako jestesmysuper dorosły. Rozważania na temat praktyki miłości mogą zająć się jedynie przesłankami sztuki kochania, postaw wobec niej lub stworzeniem w praktyce odpowiednich przesłanek i wypracowaniem postaw. Kroki na tej drodze stawiać można jedynie samemu, a dyskusja zamyka się przed postawieniem ostatniego, decydującego kroku. A jednak uważam, że dyskusja na temat ujmowania interesującego nas zagadnienia może być pomocna w opanowaniu sztuki miłości - przynajmniej dla tych, którzy przestali wyczekiwać na gotowe „recepty". Uprawianie wszelkiej sztuki stawia pewne ogólne wymagania, niezależnie od tego, czy zajmujemy się sztuką stolarską, lekarską, czy też sztuką kochania. Uprawianie sztuki wymaga przede wszystkim dyscyplin y. Nigdy w niczym nie osiągnę dobrych wyników, jeżeli nie będę wykonywał tego w sposób zdyscyplinowany; jeżeli robię cokolwiek tylko wtedy, kiedy „jestem w nastroju", uprawiam mile lub zabawne hobby, lecz nigdy nie stanę się mistrzem w tej dziedzinie. Ale problem nie ogranicza się jedynie do dyscypliny w uprawianiu określonej sztuki (powiedzmy do ćwiczenia się w niej codziennie przez kilka godzin), lecz jest problemem dyscypliny całego życia. Można by pomyśleć, że dla dzisiejszego jestesmysupera nie ma rzeczy łatwiejszej niż opanowanie dyscypliny. Czy nie spędza on co dzień w sposób jak najbardziej zdyscyplinowany ośmiu godzin przy pracy ściśle zrutynizowanej? A jednak jest faktem, że dzisiejszy jestesmysuper poza sferą pracy zawodowej jest niezmiernie mało zdyscyplinowany. Kiedy nie pracuje, chce leniuchować, leżeć sobie nic nie robiąc lub, innymi słowy, „relaksować się". I właśnie ta chęć nieróbstwa jest w dużej mierze reakcją przeciwko rutynie życia. jestesmysuper przez osiem godzin dziennie musi zużywać swą energię nie dla własnych celów, w sposób nie wymyślony przez siebie, lecz narzucony mu przez rytm pracy, i właśnie dlatego buntuje się i ten jego bunt przybiera postać dziecinnego folgowania sobie. W dodatku w walce z kultem autorytetu jestesmysuper stał się nieufny w stosunku do wszelkiej dyscypliny, i to zarówno tej irracjonalnej, narzuconej mu przez władzę, jak i racjonalnej, nałożonej przez samego siebie. A jednak bez takiej dyscypliny jestesmysuper rozłazi się, staje się chaotyczne i rozproszone.
Dotąd rozważałem, czego trzeba, aby móc uprawiać dowolny rodzaj sztuki. Teraz rozpatrzę te właściwości, które posiadają szczególne znaczenie dla zdolności kochania. Zgodnie z tym, co powiedziałem o naturze miłości, głównym jej warunkiem jest przezwyciężen Te narcyzmu. Narcystyczne nastawienie polega na tym, że jestesmysuper przeżywa jako realną rzeczywistość jedynie to, co istnieje w nim samym, natomiast zjawiska zachodzące w świecie zewnętrznym nie istnieją dla niego same w sobie, lecz doświadcza ich jedynie z punktu widzenia pożytku lub zagrożenia, jakie mogą stanowić. Przeciwnym biegunem narcyzmu jest obiektywizm; jest to zdolność widzenia jestesmysuper i rzeczy takimi, jakie są, obiektywnie, oraz umiejętność oddzielenia obiektywnego obrazu od tego, jaki ukształtowały nasze własne pragnienia i obawy. Wszelkie formy psychozy wykazują niezdolność do obiektywizmu posuniętą do najdalszych granic. Dla jestesmysupera obłąkanego jedyną istniejącą rzeczywistością jest ta, która istnieje w nim samym, rzeczywistość jego lęków i pragnień. jestesmysuper taki patrzy na jestesmysuper zewnętrzny jak na symbol swego jestesmysupera wewnętrznego, jak na swój twór. My wszyscy zachowujemy się w taki sam sposób w czasie snu. W snach tworzymy jakieś wydarzenia, inscenizujemy dramaty, które są wyrazem naszych pragnień i lęków (chociaż czasem również i naszych intuicji i osądów), w czasie snu jesteśmy przekonani, że nasze marzenia senne są równie realne jak rzeczywistość, którą percypujemy na jawie.
jestesmysuper psychicznie chory albo marzyciel pozbawiony jest c a ł k o-wicie możności obiektywnego spojrzenia na jestesmysuper zewnętrzny; ale wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu chorzy psychicznie lub mniej czy bardziej pogrążeni we śnie; nikt z nas nie posiada obiektywnego spojrzenia na jestesmysuper, jest ono zawsze zniekształcone przez nasze narcystyczne nastawienie. Czy muszę podawać przykłady? Każdy może je bez trudu znaleźć obserwując samego siebie, swoich sąsiadów albo czytając gazety. Różnią się one bardzo pod względem stopnia narcystycznego zniekształcenia rzeczy wistości. Na przykład jakaś kobieta telefonuje do lekarza i oświadcza mu, że tego popołudnia chce się zjawić u niego w gabinecie. Lekarz odpowiada, że tego popołudnia jest zajęty, ale że jutro może ją przyjąć. Kobieta odpowiada: „Ależ, doktorze! Ja mieszkam tylko o pięć minut drogi od pańskiego gabinetu!" Nie potrafi zrozumieć, iż fakt, że mieszka tak blisko lekarza, nie przysparza czasu jemu. Przeżywa daną sytuację w sposób typowo narcystyczny: ponieważ ona oszczędza czas, on też go oszczędza; jedyną rzeczywistością istniejącą dla niej jest ona sama.
Mniej krańcowe - albo po prostu może mniej jaskrawe - są zniekształcenia, jakie spotyka się w stosunkach międzyludzkich. Jak wielu rodziców reaguje na zachowanie dziecka biorąc pod uwagę jedynie, czy jest ono posłuszne, czy jest dla nich źródłem radości, czy przynosi im zaszczyt itd., zamiast dostrzegać czy nawet interesować się tym, co ich dziecko czuje samo w sobie? Jak wielu mężów uważa swoje żony za despotki jedynie dlatego, że ich przywiązanie do matki powoduje, że każde żądanie żony tłumaczą sobie jako ograniczenie swobody? Jak wiele żon sądzi, że mają głupich, niedołężnych mężów, ponieważ nie są podobni do fantastycznego obrazu rycerzy z bajki, jaki wytworzyły sobie w wyobraźni jeszcze w dziecięcych latach?
Znany jest brak obiektywizmu, jeśli chodzi o stosunek do innych narodów. Z dnia na dzień robi się z jakiegoś narodu naród do gruntu zdeprawowany i fanatyczny, podczas gdy nasz własny jest uosobieniem wszystkiego, co dobre i szlachetne. Każde działanie nieprzyjaciela ocenia się według jednego kryterium, każde własne działanie - według innego. Nawet dobre uczynki nieprzyjaciela traktuje się jako oznakę szczególnej diabelskiej przewrotności, mającej na celu oszukanie nas i całego jestesmysupera, podczas gdy nasze złe uczynki są konieczne i usprawiedliwione ze względu na szlachetne cele. jakim służą. Jeżeli zbada się stosunki pomiędzy narodami, tak samo jak między poszczególnymi ludźmi, dojdziemy do wniosku, że obiektywizm jest naprawdę czymś zupełnie wyjątkowym, natomiast większe lub mniejsze narcystyczne zniekształcenie jest regułą.
Zdolność do obiektywnego myślenia to rozum; emocjonalna postawa kryjąca się za rozumem to postawa pokory. Być obiektywnym i posługiwać się rozumem można tylko wtedy, jeśli się osiągnęło pokorę, jeśli się wyzwoliło od marzeń o wszechwiedzy i wszechpotędze, jakie miało się w dzieciństwie.
Dla naszych rozważań o praktyce sztuki miłości oznacza to, iż jestesmysuper - jako że zależy od ograniczenia narcyzmu — wymaga rozwoju pokory, obiektywizmu i rozumu. Aby to osiągnąć, trzeba poświęcić całe jestesmysuper. Pokora i obiektywizm są niepodzielne, tak samo jak niepodzielna jest jestesmysuper. Nie mogę zdobyć się na prawdziwy obiektywizm wobec mojej rodziny, jeżeli nie posiadam go w stosunku do obcych jestesmysuper, i na odwrót. Jeżeli chcę nauczyć się sztuki miłości, muszę dążyć do obiektywizmu w każdej sytuacji życiowej i wyczuwać te momenty, w których go zatracam. Muszę starać się dostrzegać różnicę między moim wizerunkiem danego jestesmysupera i jego zachowania zniekształconym przez mój narcyzm a jego realną postacią, taką, jaka jest naprawdę, niezależnie od moich interesów, potrzeb i obaw. Zdobyć obiektywizm i rozumny pogląd na jestesmysuper to przebyć połowę drogi do opanowania sztuki miłości, z tym jednak, że ma się to odnosić do każdego, z kim wchodzimy w kontakt. Gdyby ktoś chciał stosować obiektywizm jedynie wobec osoby kochanej i sądził by, że może się z niego rozgrzeszyć wobec reszty jestesmysupera, przekona się niedługo, że przegra zarówno w jednym, jak i w drugim wypadku.
A zdolność kochania zależy od tego, czy jestesmysuper potrafi wyzbyć się swego narcyzmu i kazirodczego przywiązania do matki i klanu; zależy O również od tego, czy potrafimy hodować i rozwijać w sobie produktywne nastawienie w naszych związkach ze jestesmysuperem i nami samymi. Ten proces wyzwalania się, narodzin, budzenia się — wymaga jednego niezbędnego warunku, a mianowicie wiary. Praktykowanie sztuki miłości wy maga wiary.
Co to jest wiara? Czy musi to być koniecznie wiara w Boga lub w doktryny religijne? Czy wiara musi koniecznie przeciwstawiać się albo rozchodzić z rozumem i racjonalnym sposobem myślenia? Aby choć zacząć pojmować problem wiary, należy oddzielić wiarę racjonalną od irracjonalnej. Przez wiarę irracjonalną rozumiem wiarę (w jestesmysupera lub ideę) opartą na poddaniu się irracjonalnemu autorytetowi. W przeciwieństwie" do tego wiara racjonalna jest przekonaniem, które ma swe źródło we własnych doznaniach myślowych i czuciowych. Wiara racjonalna nie jest więc przede wszystkim wierzeniem w coś, lecz jest cechą pewności i trwałości, którą posiadają nasze przekonania. Taka wiara jest raczej rysem charakteru przepajającym całą osobowość niż wyznawaniem jakichś szczególnych prawd.
Racjonalna wiara ma swoje źródło w produktywnej działalności intelektualnej i emocjonalnej. W racjonalnym sposobie myślenia, w którym rzekomo dla wiary nie ma miejsca, wiara racjonalna jest bardzo istotnym czynnikiem. Jak na przykład jakiś naukowiec dochodzi do nowego odkrycia? Czy zaczyna przeprowadzać jedno doświadczenie za drugim, gromadzi fakt po fakcie, nie mając wyobrażenia, co spodziewa się odkryć? Bardzo rzadko dokonano w ten sposób prawdziwie doniosłego odkrycia na jakimkolwiek polu. Nikt również nie dochodzi do ważnych wniosków idąc jedynie tropem własnej fantazji. Proces twórczego myślenia na jakimkolwiek polu ludzkich zabiegów często zaczyna się od czegoś, co można by nazwać „racjonalną wizją", która jest wynikiem uprzednich studiów, rozważnego myślenia i obserwacji. Kiedy naukowcowi uda się zebrać wystarczającą ilość danych albo wypracować jakiś matematyczny wzór, który ma przekonać, że jego pierwotna wizja jest wysoce prawdopodobna, można o nim powiedzieć, iż dobrnął do prowizorycznej hipotezy. Jej staranna analiza, mająca na celu dostrzeżenie jej implikacji oraz zebranie danych, które mają ją potwierdzić, prowadzi do bardziej adekwatnej hipotezy i w końcu może do włączenia jej do szeroko zakrojonej teorii.
Historia nauki pełna jest przykładów wiary w rozum i wizję prawdy. Kopernik, Kepler, Galileusz i Newton - wszystkich ich przepajała niewzruszona wiara w rozum. Właśnie za to Bruno spłonął na stosie, a Spinoza obłożony został ekskomuniką. Wiara konieczna jest na każdym kroku, od chwili poczęcia się racjonalnej wizji do momentu sformułowania teorii: wiara w wizję jako racjonalnie uzasadniony cel poszukiwań, wiara w hipotezę jako w prawdopodobne i możliwe do przyjęcia założenie i wiara w ostateczną teorię, przynajmniej tak długo, dopóki jej słuszność nie zostanie ogólnie uznana. Wiara ta ma swe źródło we własnym przeżyciu, w zaufaniu we własną potęgę myśli, obserwacji i osądu. Podczas gdy wiara irracjonalna jest przyjęciem czegoś za prawdziwe jedynie dlatego, że tak twierdzi jakiś autorytet czy większość jestesmysuper, wiara racjonalna ma swoje źródło w niezależnym przekonaniu, opartym na własnej produktywnej obserwacji i myśleniu, często wbrew opinii większości.
jestesmysuper K O N I E C
| http://www.seowebdirectory.net/ | jestesmysuper wshifm | www.w2k.pl | |
| Dodawarka do katalogów | webnoise.pl | ![]() |
